Jak zacząć pisać?

6 rad Stephena Kinga

Męczy Cię myśl o tym, jak pisać? Bo jak? Normalnie? Porad w Internecie tyle, że prędzej Joe Hill do Ciebie zapuka, niż odnajdziesz sposób dla siebie, prawda? Ale zaczekaj chwilę! Nie uciekaj w beznadzieję i nie wgryzaj się w ścianę.

Stephen chce pomóc.

Odmówisz Stephenowi?

King pisze i wydaje. Bo lubi swoich bohaterów, uwielbia czytelników i kocha skrobanie.

Bierze też udział w przeróżnych projektach.

  • Wspiera fundacje charytatywne (bo ma serce Atlantydów);
  • czasami i tylko w Internecie opublikuje opowiadanie (ale nie przez desperację);
  • zareklamuje produkt (i swoją Komórkę);
  • kręci się po planach filmowym (nawet kiedy zapowiadają sztorm stulecia);
  • możesz zagadać go na Twitterze (chociaż oczekiwanie na odpowiedź prędzej się zmieni w marzenie lub koszmar).

I mogę dalej wymieniać, ale nie w tym rzecz.

Nie jest już tak aktywny, bo uzbierał lat ładnych, ale twórcza pasja doprasza się o jeszcze. Więc łączy w edytorze obyczaj, horror, absurd, fantasy, psychologię, dramat i inne gatunki, i rozpala sympatię fanów.

Miłośników stylu Stephena nie trzeba namawiać na nową opowieść. Bo m.in. Pennywise, Linoge, Wilkes i Torrance zrobili swoje, i zaciągnęli ich do miasteczek na lubiane okropności.

Właśnie.

Mimo wieku nadal pisze.

Jak to możliwe?

Ano za małolata postanowił, że będzie pisarzem. Tak wyglądają początki, prawda? Podejmujesz decyzję. Przypieczętował sposób na życie, a wciąż skrobie, bo umysł ot tak się nie wyłączy i ma notorycznych czytelników.

Porady pisarskie i fragmenty ze swojego życia zebrał za okładką Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnikaTo książka o zwykłej codziennej pracy, o języku.

Baaaaardzo Ci ją polecam, choćby z 2 powodów:

  • przedstawia w niej historie, które stoją za pomysłami,
  • ma zdrowy dystans do siebie i nie kreuje się na pisarza nr 1.

Podczas czytania czujesz się jak praktykant w warsztacie fajnego sąsiada.

Natomiast informacje w tym artykule zebrałem dla Ciebie z wywiadów. Są treściwe i przycięte na krótko.

Dostajesz sprawdzone formułki. Zaangażuj się i powtykaj je do codzienności. Daj sobie czas i przekonaj się, czy na pewno chcesz skrobać. Zdecyduj.

Zaczynamy?

Jakiego masz bzika?

S.K. Kiedy postanowiłem, że zostanę pisarzem, zacząłem pisać historie na starej maszynie i rozsyłałem do magazynów, żeby je opublikowali. Zamiast tego, odsyłali mi odmowy, które nadziewałem na gwóźdź w ścianie. Kiedy wypadł, bo tak dużo było odrzuceń, skombinowałem dłuższy gwóźdź.

Jeśli ktoś oferuje Ci przepis na sukces, to widocznie chce Cię wciągnąć w teorię, która jest cudaczna jak miłość Eppinga do Rose Kapelusz.

A to, jak bardzo chcesz śmigać z edytorem, zależy od tego, jak okrutnie pisarskiego masz bzika. I pamiętaj: wszelkie porady na sukces zawracają głowę i zaburzają rozwój.

Czytaj, kopiuj, ugniataj pisarza

S.K. Nauka pisania to coś w rodzaju samokształcenia. Wg mnie, najlepsi pisarze to żarliwi czytelnicy, którzy łapią rytm i poczucie narracji w różnych książkach. Zaczynasz od kopiowania stylu pisarza, którym Cię znokautował i za to go lubisz.

Co będziesz się wysilał na styl! Mało wokół pisarek i pisarzy? Jeśli masz ulubionego, to go naśladuj. Porzuć spekulacje w rodzaju: Tak nie można!; Nie moje!

Uczysz się, a przez ten celowy plagiat odkryjesz wspólne cechy: refleksje, porównania z życia, aluzje i wszelkie podobieństwa, które do tej pory siedziały w Twojej głowie, a które pisarz ubrał w słowa. Ten związek oparty o znajome powiązania i akceptacja, którą odczujesz, pozwoli Ci przejść dalej.

Po jakimś tam czasie zauważysz, że zdania mają więcej Twojego charakteru. Urwałeś pępowinę, bo w tekście jest więcej Ciebie.

Rozpracuj pomysł

S.K. Notatnik pisarza jest najlepszym na świecie sposobem na uwiecznienie złych pomysłów. Dobry pomysł to taki, który się kręci, kręci i kręci. To tak samo jakbyś przesiewał bułkę tartą. Potrząsasz sitkiem i mało istotne rzeczy przelatują, a duże, ważniejsze kawałki, pozostają.

Wrzuć do głowy pomysł i pozwól skojarzeniom, żeby się o niego ocierały, kiedy będziesz się 19 razy kręcił po okolicy, na treningu albo pod stolikiem w kawiarni.

Później przerzuć wsio do edytora. Słowa nabierają wtedy znaczenia lub inaczej: masz początek i rozpisujesz na luzie. Co się z tego wykluje? Kto wie, ale zgarniesz po drodze interesujące nawiązania i spodziewaj się nieoczekiwanych.

Pisz codziennie

Urywek z wywiadu z 2016 roku, w którym pogawędkę ucięli sobie George R.R. Martin i Stephen.

Jak do cholery piszesz tyle książek tak szybko? Ja potrzebuję dobrych 6 miesięcy, żeby napisać 3 rozdziały, a ty kończysz w tym czasie 3 książki.

Jakby co, Stephen co roku wydaje 1 powieść, ale częściej 2.

Pracuję 3, 4 godziny dziennie i staram się zakończyć dniówkę z sześcioma stronami. Jeśli rękopis ma 360 stron, to przy dobrych wiatrach mam za sobą 2 miesiące skoncentrowanego pisania.

I nigdy nie masz dnia, kiedy wisisz nad jednym zdaniem, bo jest spartaczone? Nie sprawdzasz maili, nie zastanawiasz się, czemu mimo wszystko nie zostałeś hydraulikiem?

Oczywiście jest i życie. Piszę i muszę wstać do lekarza albo na pocztę, cokolwiek. Ale finalnie staram się napisać 6 stron, nawet jak mi coś wyskoczy.

Chcesz zostać menadżerem gwiazdy filmowej albo dyrektorem banku? Pozwolisz na to, żeby stanowisko od czapy zdusiło Ci twórcze lata? Nieeee, wolisz pisać, bo czujesz w bebechach, że to najlepsze zajęcie dla Ciebie.

Dowiedz się, ile dziennie jesteś w stanie wypisać stron. Zacznij od pomysłu, który Ci się podoba. Zacznij od sceny, którą widziałeś w filmie lub od historyjki, którą gdzieś przeczytałeś i opisuj po swojemu. A może miałeś kapitalny sen? Przenieś go do edytora i rozwijaj. Każdego dnia zgarniaj pulę stron.

Przejdź na autohipnozę

S.K. Jeśli robisz to samo, wpadasz w rodzaj jakiegoś transu. Wstajesz, jesz śniadanie z żoną, posłuchasz wiadomości, zaparzasz dzbanek herbaty, siadasz i piszesz przez 3 i pół godziny. I tak w kółko.

W kółko?

W kółko. Codziennie przez 2 tygodnie wyrabiaj własną rutynę z pisaniem, a zauważysz, że zbytnio nie zmuszasz się do skrobania. Za to działasz jak Al Templeton, który uszczęśliwiał klientów najlepszą wołowiną, a ci podejrzewali, że serwuje im bezdomne zwierzaki.

Damn it, bro, nie to porównanie.

Robisz swoje jak piekarz, który rano się ubiera i wychodzi, żeby wyrabiać, piec i uszczęśliwiać ludzi.

Aż świat zniknie

S.K. Najgorsze pytanie, jakie dostaję, brzmi: Skąd czerpiesz pomysły? Nie wiem, skąd je mam! Siadam, uruchamiam maszynę i zawsze jest te pierwsze 10 minut, które jest jak wąchanie martwej ryby.

Potem coś kliknie i prowadzi do innego, kolejnego. Jedziesz coraz szybciej i szybciej. Osiągasz prędkość ucieczki i poniedziałek, ścielenie łóżka, zmywanie naczyń po śniadaniu, martwienie się o dentystę dla dziecka, wszystko znika.

Ale uważaj, bo jest to uzależniające. Musisz mieć środek przeciwko zatracaniu się, bo będziesz siedział, pomijał posiłki, zwariujesz i do zakładu.

Wiesz, o czym mówię?

  1. Nie poddawaj się i nie trać bzika.
  2. Wyłącz przeszkadzajki, czytaj, kopiuj, znajdź swój styl.
  3. Powiedz: Mam gdzieś krytykę! Ale nie gramatykę. Czas rozpisać pomysł!
  4. Codziennie zanurz się w procesie pisania.
  5. Wyrabiaj rutynę, żeby stymulować swój rozwój.
  6. Polub swoich bohaterów, a świat zniknie.

Skubnij co nieco od Stephena i wydaj opowiadanie, hmm? Wspaniała myśl, prawda?

Pisz, bo notoryczni czytelnicy chcą Ci donieść, że masz potencjał.

Mariusz Litwinienko

COPYWRITER

Opracowuję język komunikacji i tworzę pomysłową wizję produktu lub usługi.

CIEKAWE ARTYKUŁY

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.